W lipcu 2007 roku po raz kolejny wybrałem się w Sudety (poprzednie moje wyprawy: Śnieżnik 2004, Sudety 2006, nie licząc wielokrotnych wycieczek po okolicach Jeleniej Góry). W tym roku objechałem Góry Bystrzyckie, zahaczając po drodze o Góry Stołowe i Orlickie (jednym słowem – Sudety Środkowe). Zaplanowałem etapy szosowe, nastawiając się na zwiedzanie miast i miejscowości górskich. Jednocześnie mogłem wspinać się i podziwiać piękne panoramy (i z kolei z dolin zerkać na szczyty), bo na terenach tych spotyka się wiele ciekawych asfaltowych dróg prowadzących w góry.

Przykładem jest Droga Śródsudecka (projekt przebudowy dróg powiatowych) – między innymi łączy fortyfikacje położone wzdłuż granicy czesko-polskiej.

Dobra sieć górskich szos umożliwia dotarcie do licznych atrakcji turystycznych regionu, tak po polskiej, jak i czeskiej stronie. Turyści mają do dyspozycji sporo przejść granicznych. Rowerzyści znajdą tu kręte i długie (często 10-cio kilimetrowe) zjazdy. Przez kilka dni mieszkałem w małej przygranicznej wiosce Boboszów, niedaleko Międzylesia zatrzymałem się w pewnym gospodarstwie agroturystycznym, rozbiłem namiot i… jeździłem po okolicy. Ale zacznijmy od początku.

Dzień pierwszy

Aby dojechać do Międzylesia wybrałem ciekawą trasę wiodącą wzdłuż granicy, dwukrotnie ją przekraczając (również kiedy wracałem).
Było bardzo spokojnie, nigdy nie jeździ tędy za wiele aut (no, może za wyjątkiem odcinka pomiędzy Jelenią a Kamienną Górą). A więc, na samym wstępie –
podjazd pod Kowarską Przełęcz. Górka niezbyt stroma, ale jadąc z obciążeniem daje się we znaki. Zjazd do Kamiennej – oczywiście wspaniały! Dalej – Krzeszów (opactwo krzeszowskie należy do najcenniejszych zabytków architektury na Śląsku i do najpiękniejszych budowli barokowych w Polsce). Przerwa w jeździe… A z Krzeszowa do Mieroszowa i Czech już tylko krok. Dzięki przejściom granicznym w Mezimesti i Bozanov poważnie skracam sobie drogę… Zatrzymuję się w ładnym mieście Broumov i robię fotografie. Stąd jednym skokiem do ślicznie położonego u stóp Gór Stołowych Radkowa. Nie sposób oddać uroku cichego, malowniczego przejścia granicznego (turystyczne – tylko piesi i rowerzyści mogą tu przechodzić) w Bozanowie. Wśród łąk i lasów wije się wąska asfaltowa ścieżka (idealnie równa). Przed naszymi oczyma – płaskie krawędzie Gór Stołowych…

Dzień drugi

Po noclegu nad Zalewem Radkowskim wyruszyłem w dalszą drogę. Tym razem już mocno pod górę – dała mi się we znaki… To bardzo znana widokowa – „Szosa Stu Zakrętów„. No i… jestem w Parku Stołowogórskim. Piękne lasy, skały… Szczeliniec Wielki… Niesamowite! Nie sposób nie trafić do Karłowa (teraz już zatłoczony) i leżącej trochę na uboczu Pasterki… Zjechałem asfaltem aż do schroniska PTTK, a po krótkim odpoczynku wdrapałem się z powrotem na górę szlakiem rowerowym. Jeszcze rzut oka na Szczeliniec od drugiej strony. Pod sklepem z czerwonej cegły (i figurkami Flipa i Flapa :)) drugie śniadanie. Później cudny zjazd aż do Dusznik Zdroju. Dalej już nie było różowo, bo za metę etapu obrałem sobie Zieleniec w Górach Orlickich. To był upalny dzień. Zanim dojechałem do schroniska „Orlicy” (jedyny nocleg pod dachem mojej tygodniowej podróży) upłynęło sporo wody (a raczej… potu). Było mi naprawdę trudno, tym bardziej, że to drugi porządny podjazd… Zieleniec znam. Ileż razy jeździłem tu na nartach… Nie zliczę… Ale w lecie, przyznaję ze skruchą, nigdy nie bywałem. A szkoda. Powziąłem postanowienie (jak to zwykle u mnie) – przyjadę tu jeszcze raz… Dlaczego? Otóż letni Zieleniec, w przeciwieństwie do zimowego, emanuje ciszą i spokojem. To lubię… Malutka wioska, jakże inna od hałaśliwego i zatłoczonego kurortu narciarskiego. Przecierałem oczy ze zdumienia. Zero ludzi. Życie toczy się wolno. Jedynie w stacji GOPR czerwono od swetrów – kurs jakiś się odbywa. Szosa jak zwykle przecina najdłuższą trasę narciarską na pół. Krzesełkowy wyciąg teraz stoi. Nic się nie dzieje szczególnego po polskiej stronie… Chyba tak ma być 😉

Dzień trzeci

Wcześnie rano (nie musiałem czekać na wyschnięcie namiotu, aby go zwinąć) opuściłem gościnne schronisko i skierowałem się na wschód. Do Doliny Orlicy. Płynie tu Dzika Orlica – rzeka graniczna – dokładnie pomiędzy Górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Z Zieleńca zjechałem w szybkim tempie, łagodnie opadającą równiutką szosą; nie licząc dwóch przymusowych przystanków – musiałem pokonać tymczasowe kładki na strumieniach po drodze. Remontowane są mosty tego lata. Mieszkańcy doliny (właściciele gospodarstw agroturystycznych) narzekają na brak turystów w związku z tym. Dojazd do Lasówki tylko od strony wschodniej. Zachwyciła mnie ta dolina. Nazwa rzeki (Dzika) świetnie pasuje do krajobrazu. Jest pusto, surowo i pięknie – nieskażona niczym bujna przyroda (poza asfaltem oczywiście). Dominuje bezkresna przestrzeń – lasy, gdzie okiem sięgnąć, grzbiety gór na prawo i lewo… Z rzadka natykałem się na domostwa ludzkie (podobno kiedyś okolica ta tętniła życiem). Ale te nieliczne, które mijałem po drodze były po prostu urocze. Zadbane, czyściutkie, odmalowane chałupy sudeckie… Większość z nich przygotowana na przyjęcie letników. Tak dojechałem do skrzyżowania dróg w Mostowicach (tuż obok przejście graniczne do czeskiej miejscowości – Orlicke Zahori).
Krótki postój – łyk wody z bidonu i fotografia. Teraz czas na wspinaczkę. Udałem się na Przełęcz Spaloną w Górach Bystrzyckich i odwiedziłem bardzo sympatyczne schronisko Jagodna (dawniej Spalona). Z przyjemnością rozsiadłem się na ławce w cieniu wysokich drzew i podziwiałem zgrabną budowlę. Obecnie zadbaną, w środku jest czysto. Schronisko posiada bardzo ładną, stylowo urządzoną salę jadalną z bufetem i oczywiście miejsca noclegowe. Nie zatrzymałem się
jednak na dłużej. Gonił mnie czas… Wyjazd w tym roku krótszy niż zwykle, niestety. Kolejną atrakcją dnia był przejazd Autostradą Sudecką (albo – jak ją nazywano przed rokiem 1945 – Autostradą Göringa). Droga ta wije się w górach, ale na odcinku od Spalonej (przez Przełęcz nad Porębą, aż do pomnika Odsieczy Wiedeńskiej w okolicach szczytu Gniewosz) jedzie się w poziomie, trawersując zbocza gór, praktycznie bez żadnych wzniesień. Z szosy rozciąga się widok na Obniżenie Bystrzycy Kłodzkiej i rysujący się w dali Masyw Śnieżnika. Niezapomniane chwile spędziłem podczas jazdy autostradą (rzadko uczęszczaną przez samochody). Bez specjalnego wysiłku, w cieniu drzew. Po drodze krzaki malin – zatrzęsienie, można zebrać xxl – litrów. Relaks absolutny… I jeszcze zjazd do Gniewoszowa. Szybko, stromo… Potem malutka miejscowość Różanka i już tylko kroczek do Międzylesia i Boboszowa, gdzie zakończyłem etap.

Dzień czwarty

Spodobało mi się w Boboszowie. Namiot ustawiłem przed domem, nad strumykiem (jeden z dopływów Nysy Kłodzkiej). Zaraz obok miałem wygodny stolik śniadaniowy pod dachem, przysznic bez problemu… Tylko ta droga… Koło gospodarstwa, tuż, tuż… biegnie w kierunku granicy (jest ze trzy km stąd). Jeżdżą samochody, które niestety trochę hałasują (w nocy też). Ale na to znalazłem szybko sposób. W międzyleskiej aptece kupiłem sobie zatyczki do uszu :). I spokój… Nocleg super, we własnym śpiworze. Tanio… Gospodarze mili… Częstowali białym serem własnej roboty… Same plusy… Spałem na miejscu po 10 godzin dziennie, wyspałem się za wszystkie czasy (jak to na urlopie).

Ulgowo potraktowałem sobie dzień czwarty (jeśli chodzi o trening rowerowy)… Tylko krótki wypad do Międzylesia, zwiedzanie, fotografowanie miasta (między innymi: barokowy zamek z XVII w., kościół barokowy pw. Bożego Ciała z XVII w., domy tkaczy śląskich, kolumna Maryjna z 1698 r.). Miłe miasto, dobrze oznakowane miejskie trasy turystyczne. Wzorowo odremontowany dworzec kolejowy, chciałbym mieć taki w Jeleniej Górze. I jeszcze podjazd do maleńkiej wioski Kamieńczyk, leżącej na skraju Gór Bystrzyckich, pod samiutką granicą (jest również przejście turystyczne). Wybrałem się tam, aby zobaczyć zabytkowy, drewniany kościół p. w. Michała Archanioła (patrz – foto). Malowniczo położony; wysoko nad dnem potoku Kamionka – ładny widok na okoliczne zbocza. We wsi interesujące chałupy sudeckie. Z pewną zazdrością patrzyłem na wiejskie domy znajdujące się w zupełnej izolacji od ruchu drogowego, z daleka od zgiełku miejskiego. Ich mieszkańcy mają tu absolutny spokój.

Dzień piąty

Wycieczka do Nowej Bystrzycy i Spalonej (tym razem wjazd od innej strony). Po drodze – zjechałem w bok z głównej – Długopole Zdrój i Bystrzyca Kłodzka. Szosa nad Nysą Kłodzką jest urokliwa. Teren ciekawy, urozmaicony (od Międzylesia po Bystrzycę Kłodzką – ciekawa kraina: Rów Górnej Nysy). Przed samym Długopolem jedzie się wąską, częściowo zalesioną doliną. Widok psuje tylko w jednym miejscu kopalnia kamienia, coś okropnego, tuż przy szosie. Zaraz obok – domek. Jak ludzie mogą tam mieszkać? Jeśli chodzi o uzdrowisko, to nie zachwyciło mnie zbytnio; parę pawilonów leczniczych w szarym parku… Chyba swoje najlepsze czasy ma już za sobą (kiedyś kwitło tu także FWP). Chociaż miejscowość ta położona jest ładnie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak tu teraz pusto…
Następna atrakcja dnia to oczywiście Bystrzyca Kłodzka, istniejące od średniowiecza miasto, z ciekawą tarasową zabudową. Największe wrażenie robi tu przepiękna panorama miasta widoczna z drogi międzyleskiej. Miasto obfituje w zabytki (między innymi wspaniałe mury obronne z doskonale zachowanymi wieżami). Spędziłem tu dobre dwie godziny. Kolejnym celem był drewniany kościół w Nowej Bystrzycy. Jak zwykle fotka na pamiątkę… Powrót do Boboszowa przez Domaszków.

Dzień szósty

Wyprawa do czeskiego miasta Kraliki (Kraliky) i zwiedzanie Góry Matki Bożej. Naprawdę warto odwiedzić te miejsca. Część historyczna miasteczka jest świetnie zachowana (podobno najlepiej w szerokiej okolicy). W centrum prześliczne, bardzo kolorowe kamieniczki. Później udałem się do górującego wysoko nad Kralikami klasztoru i maryjnego miejsca pielgrzymkowego – na Górę Matki Bożej (kiedyś nosiło nazwę „Łysa Góra”). Oto ciekawy fragment tekstu o górze. Cyt.:

[…] Nad miastem na górze o wysokości 760 m n.p.m., która wcześniej nazywała się „Łysą Górą” kralicki rodak Tobiasz Jan Becker, świętobliwy kanonik, a potem kralowo-hradecki biskup, założył monumentalny pielgrzymkowy kompleks. Założenie tego miejsca było spełnieniem obietnicy, jaką złożył będąc jeszcze małym chłopcem. Podczas trzydziestoletniej wojny przychodziły na górę dzieci z Kralik i okolicy, urządzały procesje, i śpiewały Maryjne pieśni. Pielgrzymkowy kompleks zaczęto budować w 1696 r., ale według niektórych świadectw wczesniej już była tutaj świątynia. Ludzie przy budowie pracowali bardzo ofiarnie, nosili belki, kamienie, a wszystkie prace wykonywali ręcznie, nie licząc na jakąkolwiek zapłatę. […]

(źródło: folder Wydawnictwa Praskiej Prowincji Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela – Redemptoryści). Więcej informacji tutaj. Ponadto, na oficjalnej stronie Kralików znalazłem artykuł o miasteczku. Cyt.:

„[…] Małe miasteczko otoczone malowniczymi górami i dziewiczo czystą przyrodą położone jest w północnej części kralickiej bruzdy 560 m. nad poziomem morza. Obecnie żyje w tym podgórskim miasteczku około 4820 obywateli ( łącznie z przyległymi wioskami ). Najstarsza wiarygodna wzmianka o tym mieście pochodzi z r. 1367. Jest to zapis zachowany w ziemskich tablicach, w których Karol IV. darował zamek Žampach i do niego należące ” Góry Kralickie ” ( montana in Greylichs ) Čeňkovi z Potštejna. […] Bliskość leczniczych źródeł nad miastem pozwoliła kralickiemu rodakowi biskupowi Tobiaszowi Janowi Becker w latach 1696-1710 zbudować monumentalny kompleks pątniczy. Do tego pątniczego miejsca przybywało dużo pielgrzymów, a biedni mieszkańcy Kralik znajdowali w czasie odpustów wyżywienie. Bardzo się rozszerzył wyrób i sprzedaż przedmiotów upominkowych. Zaczęło się rozwijać rzeźbiarstwo, które do dziś przypominają szopki betlejemskie i figurki rozsiane po całym świecie. Szopki były sprzedawane także i w Ameryce jako ” prawdziwe wiedeńskie jasełka „. Nie pozostały także w tyle i inne rzemiosła, a przede wszystkim organistyka i tkactwo. Organami mistrzów kralickich może się pochwalić niejeden kościół lub kaplica w całej Czeskiej Republice. Jedne z najcenniejszych organów znajdują się w praskiej Lorecie, wiele innych jeszcze się doczeka swojej oceny. […]

Dzień siódmy

Powrót do Jeleniej Góry. Ale jaki! Po pierwsze rajd sportowy; po drugie wycieczkowy, czyli dwa w jednym… Jechałem trochę inaczej niż w pierwszą stronę. Najistotniejsze jest to, że odległość z Boboszowa do Jelonki pokonałem jednym „skokiem” (160 km). Przypomniały mi się
dawne czasy, kiedy planowałem sobie z reguły długie etapy rowerowe. Moja trasa biegła tym razem przez Bystrzycę Kłodzką, Polanicę Zdrój, Wambierzyce. Od Radkowa już dokładnie tak samo jak przed tygodniem. Poza odległością, najmocniejszym punktem programu było zwiedzanie Polanicy, pięknie położonej w dolinie Bystrzycy Dusznickiej, największego uzdrowiska w Sudetach.

Nie zawiodłem się. Tu trzeba było się zatrzymać. Obejrzeć ładny, czysty, schludny deptak miasta z rzeką i fontannami. Wtopić się w tłum elegancko ubranych wczasowiczów i kuracjuszy (w swoim rowerowym ubranku i z obładowanym ciężarami rowerem w ręku nie pasowałem zanadto do pejzażu kurortu :)). Pospacerować po Parku Zdrojowym. Polecam! A w pijalni (oprócz tradycyjnych urządzeń) kawał historii uzdrowiska, wystawa, akcesoria, fotografie…
Wspaniały klimat. Następną wycieczkę tak sobie zaplanuję, aby jeszcze raz tędy przejechać…

Dalej, w prześwietnym nastroju do Wambierzyc. A tam – sanktuarium maryjne, kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny z początku XVII wieku. Ponieważ byłem tu już wielokrotnie wcześniej (a i zrobiło się odpowiednio późno), ograniczyłem postój w tym miejscu do chwili zrobienia pamiątkowej fotki i… popedałowałem w kierunku Radkowa, granicy (polsko-czeskiej i drugiej, czesko-polskiej). Jeszcze tylko Kamienna Góra, Kowarska Przełęcz i… jestem w domu. Przed 22.00. Od Mysłakowic już na światłach.

Wyprawa w skrócie:

Etap pierwszy – 19.07.2007 * Jelenia Góra – Przełęcz Kowarska – Kamienna Góra – Krzeszów – Broumov – Bozanov – Radków. 98 km.

Etap drugi – 20.07.2007 * Radków – Pasterka – Karłów – Duszniki Zdrój – Zieleniec.
55 km.

Etap trzeci – 21.07.2007 * Zieleniec – Lasówka – Mostowice – Przełęcz Spalona – Gniewoszów – Międzylesie – Boboszów. 50 km.

Etap czwarty – 22.07.2007 * Boboszów – Kamieńczyk – Międzylesie – Boboszów. 20 km.

Etap piąty – 23.07.2007 * Boboszów – Międzylesie – Roztoki – Długopole Zdrój – Bystrzyca Kłodzka – Stara Bystrzyca – Nowa Bystrzyca – Przełęcz Spalona – Bystrzyca Kłodzka – Wilkanow – Domaszków – Roztoki – Międzylesie – Boboszów. 69 km.

Etap szósty – 24.07.2007 * Boboszów – Kraliki – Góra Matki Bożej (Łysa Góra) – Boboszów – Pisary – Dolnik – Międzylesie – Boboszów. 38 km.

Etap siódmy – 25.07.2007 * Boboszów – Bystrzyca Kłodzka – Polanica Zdrój – Wambierzyce – Radków – Broumov – Mieroszów – Krzeszów – Kamienna Góra – Przełęcz Kowarska – Jelenia Góra. 160 km.

Podziel się
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on Tumblr0