Kiedy w 2004 roku wędrowałem drogami i ścieżkami masywu Śnieżnika postanowiłem sobie, że będę wracać tam jeszcze nie raz. Tamtejsze okolice są bowiem piękne, góry olbrzymie, pokryte wspaniałymi lasami i nie zadeptane przez ludzi. Nie ma mowy o „turystycznych korkach” i sytuacjach, w których czeka się na swoją kolej, aby wejść na jakiś szczyt. Pisałem już wcześniej o sporej ilości wygodnych i dobrze utrzymanych górskich szlaków, które w większości można pokonać rowerem. Jednak rowerzysta musi dysponować dobrą formą, sprawdzonym sprzętem i dużym zapasem wody. Góry są rozległe, odległości do pokonania duże i zdarzają się naprawdę strome podjazdy. Oczywiście nie tylko Śnieżnik i Śnieżnicki Park Krajobrazowy. Są jeszcze inne interesujące pasma po polskiej i czeskiej stronie granicy. Góry Bialskie, Góry Złote, Krowiarki, Góry Rychlebskie, Jeseniki.

9 – 16.07.2006 r. Tym razem pojechałem do Lądka Zdroju, a właściwie do maleńkiej miejscowości obok, do Stójkowa, gdzie znalazłem bardzo ładne gospodarstwo agroturystyczne o przyjaznej nazwie „Słoneczna Dolina”. Podobnie jak przed dwoma laty potrzebowałem dobrej bazy wypadowej w leśne ostępy (jazda górskim rowerem ma to do siebie, że męczy trochę :)). Stała baza pomaga w uzyskaniu komfortu psychicznego – po ostrej jeździe nie trzeba szukać noclegu i prysznica. Czeka obiad naszykowany przez sympatyczną gospodynię. Stąd, prawie codziennie wybierałem się na jednodniowe wycieczki.

Kilkakrotnie przejeżdżałem przez piękny Lądek, miasto ładnie położone jest nad Białą Lądecką, u podnóża Gór Złotych, w malowniczej dolinie, naturalnie podzielone na dwie części; miejską i zdrojową. Zdrój prawie w górach – u stóp Trojaka (766), w lesie, bezpośrednio otoczony świetnie utrzymanymi parkami (Centralnym, Słowackiego i Tysiąclecia). Jest najstarszym uzdrowiskiem w Polsce. Zabytkowe zakłady przyrodolecznicze same w sobie stanowią atrakcję turystyczną. Warto odwiedzić także Arbotreum (leśny ogród) czy pobliską Jaskinię Radochowską. Spacer po Lądku – w cieniu starych drzew – to istna przyjemność, idealne miejsce na upały. A podczas mojego pobytu temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. Przydają się żródła mineralnej wody, której używać można do woli.

Na miejsce dojechałem rowerem. Jednym skokiem z Jeleniej Góry do Stójkowa. Wybrałem dość ciekawą drogę (zupełnie ominąłem Góry Wałbrzyskie i Kłodzko). Mój wybór padł na „nizinną drogę” przez Bolków, Dobromierz, Świdnicę, Zabkowice Śląskie, Złoty Stok. Nizinną drogę wzięłem w cudzysłów, bo tylko z pozoru jest ona nizinna. Najpierw trzeba pokonać Przełęcz Radomierską, zostawiając po lewej Góry Kaczawskie, a po prawej Rudawy Janowickie. Po zjeździe do Kaczorowa znowu wspinaczka. Od Bolkowa już równiej, a od Dobromierza aż do Złotego Stoku całkiem sympatycznie, chociaż po drodze zdarzają sie niewielkie wzniesienia. Cała trasa jest niezwykle widokowa. Ileż to już razy jechałem do Wrocławia. Ta okolica nie może się znudzić. Wieczne pagórki i lasy… Stary Bolków ze średniowiecznym zamkiem górującym nad miastem… Dobromierz ze stromym uskokiem terenu. Tu nagle kończą się góry i… płasko jak okiem sięgnąć, aż do Strzegomia… W dali widnieje Ślęża. Przejazd przez Świebodzice, schludne miasteczko. Nieco dłuższą przerwę w podróży zrobiłem w Świdnicy. Jest to stare miasto, jego historia sięga XII wieku. Jechało mi się bardzo dobrze, tym bardziej, że nawierzchnia asfaltowa była przyzwoitej jakości (nie licząc tych dziur, które udało się zgrabnie ominąć :)). Jeszcze na skraju fali upałów, gorąco miało być już na miejscu. Szybko przeleciałem przez Zabkowice Śląskie i Kamieniec Zabkowicki (znajduje się tutaj zniszczony po II wojnie światowej, neogotycki zamek Hohenzollernów) i zatrzymałem się w Złotym Stoku, miasteczku znanym z kopalni złota ? wspaniałych podziemnych korytarzy, pokopalnianych pozostałości, dużej atrakcji turystycznej w postaci podziemnego spływu pontonowego. Na koniec czekał mnie nie lada wysilek. Przed Ladkiem musiałem pokonać Góry Złote. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się wielkich trudności. Jednak miałem w tym momencie za sobą ponad 130 kilometrową drogę. Podjazd może nie należy do najstromszych, ale jest długi (około 9 km). Momentami miałem już dość. Widoki osładzały żmudne pedałowanie. Serpentyny pod Jawornikiem Wielkim (872) są niezwykle ciekawe. A poza tym jedzie się w cieniu wysokopiennego lasu. Chłód koi… Na Przełęczy Jaworowej czekała niespodzianka w postaci źródełka wody. Cieszyłem się jak dziecko, uchlapałem się i napiłem. Teraz czekał mnie wspaniały zjazd (również niekończącymi się serpentynami) do samego Lądka. Szum wiatru w uszach, zamazane pobocza szosy, ostrzegające bzyknięcia much i os dawały do myślenia… Bez okularów kolarskich ta przyjemność nie była by możliwa. Trochę za szybko? ? ? Być może, lecz droga pusta. Co za jazda. Uważam jednak bardzo na zakrętach. Etap dojazdowy już za mną. W sumie 155 km.

Po tym długim etapie odpoczywałem cały dzień. Bez żalu. Wycieczki rowerowe nie uciekną, nie zając, a relaks jest konieczny dla zdrowia :). W dodatku, jadąc do Stójkowa wiedziałem, ze czeka mnie tam duża atrakcja. W „Słonecznej Dolinie” rżą bowiem konie. Stadnina liczy kilkanaście ujeżdżonych klaczy i wałachów (jest nawet i ogier), potrafiących skakać przez przszkody. Codziennie miałem okazję obserwować pracę instruktorów i uczestniczek szkółki jeździeckiej. Uciekano przed południowym upałem i dokuczliwymi muchami i zajęcia odbywały się dopiero wieczorem, przy zachodzącym słońcu. W bajecznym plenerze górskim. Jazda stępa, kłus, galop. . . Koni dosiadały przeważnie amazonki, znakomicie trzymające się w siodle. Raj dla fotografa? Rzeczywiście tak jest. Tylko fotografia ruchu to piekielnie trudne zajęcie. Pomarzyć o dobrym zdjęciu galopującego konia (podobno wszystkie cztery nogi w powietrzu to ideał)… Wiele razy naciskałem spust migawki. Przywiozłem do domu trochę zdjęć. Mam nadzieję, że udało mi się oddać przynajmniej klimat tego miejsca.

Fotografowanie koni i jazda rowerem na przemian. Ciekawy rajd zrobiłem we wtorek, 11 lipca. Ruszyłem szosą asfaltową przez Stronie Śląskie, Bolesławów i Nową Morawę w kierunku granicy. Od Nowej Morawy wygodna, niezbyt nachylona droga, zamieniła się w niesamowicie kręty górski trakt ze 180 stopniowymi zakrętami. Dla rowerzysty wielka uciecha. Tak fajnie, że aż w głowie sie kręci! Po długiej wspinaczce osiagnęłem wreszcie najwyższe wzniesienie ? Przełęcz Płoszczynę znajdującą się na wysokości 817 m. Granicę przekroczyłem w zupełnej samotności. Budka strażnicza była zamknięta na głucho. Ruch pieszy i rowerowy zerowy… Już się cieszyłem, z czekającego mnie zjazdu. A tu niespodzianka. Po czeskiej stronie na drodze w tym czasie trwała budowa zupełnie nowej nawierzchni. Fatalnie. Koła grzęzły w piachu i drobnym nie przewałowanym jeszcze żwirze. Tak zjechałem na sam dół, do miejscowości Stare Mesto pod Śnieżnikiem. Dalej już Jeseniki, zgodnie z planem. Po drodze uroczo położona miejscowość Branna, później Ramzova, tuż obok stacja narciarska pod Serakiem (1351 m.). W lecie czynny jest tam jeden z wyciągów narciarskich i można pozjeżdżać z góry na specjalnie zbudowanym torze górskimi minikarami. Tak jak na zdjęciu – dobra zabawa. Potem nastąpił ostry zjazd do Lipova-lazne a następnie dość męczące „czeskie kopce” do Zulovej i Javornik (niestety nie starczyło mi czasu na dojechanie do znanego w Czechach miasta Jesenik). Powrót do Polski nastąpił przez Przełęcz Lądecką. Tu również niekończące się serpentyny, ale już idealnie gładkiego asfaltu, tak pod górę, jak i z góry. A ruch na tym przejściu granicznym dość duży. Po czeskiej stronie sklep z polskimi napisami… Po szaleńczym zjeździe do Lądka szybko zapomniałem o trudnym górskim etapie. Przejechałem 97 km. Po obiedzie jak zwykle poszedłem do koni.

Następnego dnia była krótka (tylko 30 km), ale dość męcząca wycieczka po Górach Złotych. Z Lądka przez Radochów, Wojtówkę, Wrzosówkę, Lutynię do Lądka. Długo będę pamiętał trudny, z początku niewinnie wygladający podjazd prawie pod samą Gomółkę (779 m. n.p.m.). Wysoko w górach znalazłem pięknie odremontowany kościółek. Podczas zjazdu szutrową drogą tylnym kołem mocno uderzylem w jakąś dziurę i złapałem gumę. Po tym niepowodzeniu zrobiłem sobie przerwę w jeździe rowerem. Cały dzień spędziłem na czytaniu.

Kolejny dzień przeznaczyłem na wycieczkę do Kłodzka (coś ponad 50 km). Miasto zapomniało już o powodzi, jaka nawiedziła je w dniach 6 – 9 lipca 1997 roku. Na domach w pobliżu rzeki Nysy Kłodzkiej nie ma już śladów zniszczeń. Kamieniczki są odmalowane. Ładnie jest w Rynku. Porobiłem trochę zdjęć zjadłem lody i tak dalej. Kłodzko warto odwiedzić, chociażby z tego względu, ze znajduje się tu twierdza, która jest najcenniejszym w Polsce zespołem XVII-XVIII wiecznych fortyfikacji.

Będąc w pobliżu Śnieżnika, nie mogłem się oprzeć zdobycia go na swoim rowerze. A w każdym razie ze swoim rowerem, bo po dojechaniu (całkiem bezproblemowym) do Hali Pod Śnieżnikiem i schroniska dalej można już rower tylko pchać pod górę (przynajmniej takie są moje możliwości). Zaplanowałem ten wypad w przedostatnim dniu wyprawy. Tak się złożyło, że tego dnia (15.07) zrobiło się chłodniej. Na Górę wjechałem od strony Kletna i po zdobyciu szczytu na chwilę zatrzymałem się przy Schronisku Na Śnieżniku. Tutaj natknęłem się na grupę jeźdźców, biorących udział w rajdzie końskim organizowanym przez moich gospodarzy. Miłe spotkanie. Później zjechałem do Międzygórza (szlakiem niebieskim) a dalej przez Bystrzycę Kłodzką i Nowy Waliszów wróciłem do Stójkowa. W Międzygórzu nie zatrzymałem się dłużej i nie rozpisuję się szerzej, gdyż byłem tu dwa lata temu a relacja z pobytu dostępna jest tutaj. Bardzo podobała mi się Bystrzyca ze swoją ciekawą zwartą zabudową. Świetnie zachowały się baszty i mury obronne z XIV wieku. Dwie wojny światowe nie przyniosły Bystrzycy zniszczeń. Dlatego pachnie tu historią. Miasto jest małe ale bardzo piękne. Na zakończenie etapu zajechałem do Trzebieszowic, aby zwiedzić czterogwiazdkowy hotel o dźwięcznej nazwie „Zamek na Skale”. Pani przewodnik oprowadzała mnie po pokojach. Ekstra! Po tej tygodniowej wyprawie wracałem do domu rowerem tą samą drogą.

Podziel się
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on Tumblr0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *