Od dawna nosiłem się z zamiarem przejechania rowerem przez Masyw Śnieżnika. Ciągle odkładałem jednak tą wyprawę. Ważniejsze było nasze morze, Alpy, Bieszczady… Wcześniej pedałowałem przez Góry Stołowe, zimą jeździłem na nartach w Zieleńcu… Nie mówiąc już oczywiście o spacerach po Karkonoszach, które mam na co dzień. Wreszcie zdecydowałem się na wyjazd w Sudety Wschodnie. Zobaczyłem je i … natychmiast pożałowałem, że zrobiłem to dopiero teraz. Piękno tych gór i możliwości uprawiania turystyki rowerowej w Parku przekroczyło moje wyobrażenia, w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście! Jest tam sieć znakomicie utrzymanych dróg, dzięki którym można odwiedzić dosłownie każdy, najodleglejszy i najwyżej położony zakątek gór. Wjechać na Śnieżnik lub pokonać nieskończone serpentyny leśnych traktów by w końcu „dotknąć” starych drzew w Puszczy Śnieżnej Białki. Po drodze niezwykle piękne krajobrazy; powikłane ramiona gór i głęboko wcięte doliny nadają tym terenom charakter dzikości i niepowtarzalny klimat „końca świata”. Bujna, niczym nie skażona roślinność i czyste powietrze. U stóp gór ślicznie położone wioski… Widać zadbane gospodarstwa i pensjonaty, rozwija się agroturystyka. Dobrze oznakowane szlaki piesze i rowerowe. Inne atrakcje: jaskinie, kopalnie – podziemne trasy turystyczne, zabytkowa zabudowa w stylu szwajcarskim kurortu Międzygórze i wiele innych.

Pierwsza połowa lipca 2004. No cóż, deszcze, mgła, przejaśnienia. Najbardziej podczas wyprawy dokuczało mi zimno. Na podjazdach pot na twarzy i plecach a później … przenikliwy chłód na zjazdach. Z fotografią – mizernie. W tych warunkach nie chciało mi się nieraz wyciągać aparatu z plecaka 🙂 Jednak w końcu zrobiłem dwadzieścia parę fotek do albumu. Poniżej i na kolejnych stronach relacja z kolejnych sześciu dni rowerowej wędrówki.

Dzień pierwszy – niedziela, 11.07.2004.

Jelenia Góra – Kaczorów – Marciszów – Kamienna Góra – Boguszów Gorce – Kuźnice Świdnickie – Unisław Śląski – Rybnica Leśna – Głuszyca – Jugowice – Walim – Rzeczka (81 km).

Ten pierwszy dzień był wyjątkowo udany, jeśli chodzi o pogodę. Często wyglądało słońce, szosa sucha, wiatr w plecy. Szybko dojechałem na miejsce; postój zaplanowałem w Rzeczce, małej miejscowości turystycznej w Górach Sowich. Po drodze – położona malowniczo w dolinie potoku Rybna u podnóża Gór Kamiennych – Rybnica Leśna. Nie zajeżdżałem teraz, ale warto wspiąć się na Przełęcz Trzech Dolin (805 m n.p.m.) i zajrzeć do Andrzejówki, schroniska ze specyficzną górską atmosferą. Po pięknym zjeździe i krótkim postoju w Głuszycy wjechałem w Góry Sowie. W Walimiu – podziemne wyrobiska, pozostałość po przedsięwzięciach Niemców hitlerowskich; teraz udostępnione turystom.

Walim – podziemne wyrobiska, pozostałość po przedsięwzięciach Niemców hitlerowskich; teraz udostępnione turystom.

Dzień drugi – poniedziałek, 12.07.2004.

Rzeczka – Sokolec – Sokolec – Jugów – Nowa Ruda – Ścinawka Górna, Średnia i Dolna – Kłodzko – Bystrzyca Kłodzka – Wilkanów – Międzygórze (75 km).

Od rana było bardzo brzydko. Wspinałem się na Przełęcz Sokolą. Stromy, ale niedługi podjazd. Od skraju lasu panowała mgła. Miałem w planie dobrnąć do schroniska Orzeł i po pozostawieniu tam roweru, odbyć spacer na Wielką Sowę (1015 m n.p.m.). Jednak zrezygnowałem po namyśle. – W gęstym „mleku” i tak nic nie zobaczę, pomyślałem sobie. Innym razem… Gnało mnie już w kierunku Śnieżnika.

W gęstym „mleku” i tak nic nie zobaczę… Zrezygnowałem z ataku na Wielką Sowę

Po ostrożnym zjeździe krętą szosą Sokolec – Jugów i przecięciu w Nowej Rudzie „głównej – wałbrzyskiej” pomknąłem spokojną boczną drogą (przez Ścinawkę) do Kłodzka. Przed Bystrzycą Kłodzką „złapał mnie” deszcz. I tak już miało być do końca wyprawy. Padało co chwilę… Do Międzygórza dotarłem około 14.00 godziny. W pięknie odnowionej chałupie, w charakterystycznym dla okolicy szwajcarskim stylu czekał na mnie zamówiony wcześniej pokój. Postanowiłem bowiem tym razem zwiedzić góry na „lekkim” rowerze – bez bagażu, robiąc jednodniowe wycieczki, za każdym razem wracając do „bazy”.

Po południu przespacerowałem się do doliny Wilczki. A w obiektywie uchwyciłem jedną z atrakcji okolicy – 20 metrowy wodospad

Dzień trzeci – wtorek, 13.07.2004.

Międzygórze – Hala Pod Śnieżnikiem, schr. Na Śnieżniku (1218 m n.p.m.) – Kletno – Stronie Śląskie – Sienna – Przełęcz Puchaczówka (864 m) – Międzygórze (45 km).

Na Hali Pod Śnieżnikiem panowała gęsta mgła

– Dojechać do schroniska Na Śnieżniku, powiedziałem do siebie spojrzawszy w niebo, potem zobaczę co dalej… Aura fatalna i w dodatku „trzynasty”. Mżawka zniechęcała do jazdy. Wyruszyłem tuż po śniadaniu; przejechałem doliną Wilczki całe Międzygórze i za leśniczówką ostro skręcając w lewo wgłębiłem się w las. Wspięłem się drogą – szlakiem niebieskim a później żółtym na Halę Pod Śnieżnikiem. W schronisku wypiłem kubek gorącej herbaty i zjechałem szlakiem rowerowo-narciarskim do Kletna, gdzie zaliczyłem Jaskinię Niedźwiedzią. Później jeszcze zjazd do Stronia Śląskiego, rzut oka na miasto i powrót przez Sienną, przełęcz Puchaczówkę przez góry do Międzygórza. W Siennej – znajduje się prężnie rozwijający się ośrodek narciarski Czarna Góra.

Pawilon – wejście do Jaskini Niedźwiedziej

Widik na Sienną z przełęczy Puchaczówki

Dzień czwarty – 14.07.2004.

Międzygórze – Marianówka – Idzików – Biała Woda – Przełęcz Puchaczówka – Sienna – Stronie Śląskie – Stary Gierałtów – Bielice – Puszcza Śnieżnej Białki (rezerwat) – Przełęcz Sucha (1006 m n.p.m.) – Kamienica – Kletno – Sienna – Przełęcz Puchaczówka – Międzygórze (106 km).

To był etap prawdy. Przyzwyczaiłem się już do deszczu i chłodu; ubiór pozwalał znosić jakoś te niedogodności. Jednak tego dnia doszły nowe – długie podjazdy. Poniesiony trud opłacił się, nagrodą było dotarcie na „koniec świata – tam gdzie diabeł mówi dobranoc”. Znowu zdobyłem przełęcz Puchaczówkę. Tym razem od strony Idzikowa – podjazd doliną Białej Wody (z pięknym widokiem na Czarną Górę),

po to tylko, aby za chwilę pędzić w dół do Stronia. A stamtąd już na Bielice… W „Sudeckie Bieszczady”, czyli od dzisiaj dla mnie, jedne z piękniejszych gór jakie znam – Góry Bialskie! Przez Stary i Nowy Gierałtów doliną Białej Lądeckiej. Im dalej w góry tym większa pustka a dolina głębsza. Już tylko pojedyncze domy, później wcale. Długa droga przez las i nagle otworzył się dobry widok na małą, śliczną osadę składającą się z kilkunastu chat o dźwięcznych, przyjaznych nazwach: „Chata Cyborga„, „Chata Trapera”, „Dom u Majów”, „Dom Zborów”… I niczym nie zmącony spokój, cisza absolutna, gdzieś pasą się kozy. Po posiłku w jednej z gościnnych chat ruszam dalej; zdobywać ciągnący się kilometrami, położony powyżej 1000 m n.p.m. Dukt Nad Spławami – wysokogórską drogę z niezliczonymi zakrętami, usytuowaną na pociętych dolinami potoków zboczach gór.

Dukt Nad Spławami

Rezerwat Puszczy Śnieżnej Białki

W ten sposób dojechałem do Rezerwatu Puszczy Śnieżnej Białki a później trafiłem na Przełęcz Suchą. Jeszcze zjazd wyboistą Drogą Marianny a dalej Staromorawską do Kamienicy – osady turystycznej z nowym, niedawno wybudowanym ośrodkiem narciarskim o tej samej nazwie. Jeszcze tylko Bolesławów, Stara Morawa i Kletno. I znowu mocno pod górę wąską, nieczynną zimową porą drogą do Siennej. Obok – sztolnia nr 18. Tam znikają pod ziemią odważni turyści… Z Siennej – znaną już drogą przez góry do Międzygórza. Uff… 106 km „czystej jazdy”.

Na skrzyżowaniu dróg – Przełęcz Sucha (1006 m n.p.m.)

Jeszcze zjazd wyboistą Drogą Marianny…

Dzień piąty – czwartek, 15.07.2004.

Międzygórze – Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej – Międzygórze (15 km). Drogą – szlakiem niebieskim w kierunku Śnieżnika, później w lewo – szlakiem rowerowym koło Polany Śnieżnej.

Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej znajduje się pod szczytem Igliczna (845 m n.p.m.). Obecny kościół wzniesiono w latach 1781 – 82. Obok kościoła początek Drogi Krzyżowej, prowadzącej na wierzchołek Iglicznej. Poniżej – schronisko Maria Śnieżna z 1880 roku. Więcej. >>>

Po krótkiej wycieczce na Igliczną wróciłem do Międzygórza, gdzie fotografowałem zabytkowe domy w stylu szwajcarskim i norweskim w centrum tej miejscowości. Więcej. >>>

Poniżej – dwie fotografie przedstawiające pensjonat Krokus, w którym mieszkałem.

Dzień szósty – czwartek, 15.07.2004.

Międzygórze – Kłodzko – Nowa Ruda – Wałbrzych – Kamienna Góra – Marciszów – Kaczorów – Jelenia Góra (146 km).

Powrót do domu najkrótszą drogą. Chwila odpoczynku w Kłodzku i fotografia wykonana w centrum miasta.

Podziel się
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on Tumblr0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *