Kujawy – Podlasie – Mazury – Kaszuby. Bardzo ciekawa wędrówka, która trwała od 1 do 11 lipca. Podróż tą tak zaplanowałem, aby zajechać po drodze do Kuchar i Sabni, w których znajdowały się rodzinne majątki Heleny Mniszek – mojej prababci. Chciałem zobaczyć w jakim stanie znajduje się teraz dwór w Kucharach (poprzednio byłem tam w 1989 roku) a także stare groby rodzinne w Zembrowie. A więc tegoroczne wakacje upłynąć miały w tonie podróży sentymentalnej. Ale i nie tylko…

Dzień pierwszy – poniedziałek

Wyjazd o godz. 6.22 rannym pociągiem z Jeleniej Góry. Przyjazd do Gniezna o godz. 13.00. Dalej jazda ruchliwą szosą do Kruszwicy ( 55 km ). Po obiedzie – spacerowałem nad jeziorem Gopło.

Dzień drugi – poniedziałek

Kruszwica – Grabina k/ Płocka. Etap 120 kilometrowy ( w tym pomyłka – nadłożyłem sporo drogi przez nieuwagę ). Kujawy – bezleśne …

Dzień trzeci – wtorek

Grabina – Płock – Kuchary k/ Drobina. Etap 45 kilometrowy.

Krótki pobyt nad Wisłą, zwiedzałem katedrę. Szybko dojechałem do Kuchar ( droga wspomnień; kiedy planowałem tę wyprawę wpadłem na pomysł odwiedzenia dawnych miejsc zamieszkania mojej rodziny: Kuchar i Sabni ). Przyjechałem tu po 11 letniej przerwie. Piękne Kuchary znam z fotografii przedwojennych. W 1989 roku pałac był prawie w ruinie ( wcześniej, przez lata był stopniowo dewastowany; kiedyś, kiedyś, po wojnie była tam szkoła ). Teraz zastałem to miejsce w zupełnie innym stanie. Po remontach budynek wygląda jak niegdyś.

Jednak wnętrza zostały istotnie zmienione. Rozmawiałem z obecnymi właścicielami, oprowadzono mnie po dworze, zaproszono na obiad. Postanowiłem przenocować tu … Czysto; funkcjonalne wnętrza, skomputeryzowane biuro, pokoje gościnne – dość wysoki standard wyposażenia. Całe popołudnie fotografowałem pałac i jego otoczenie.

Dzień czwarty – środa

Kuchary – Płońsk – Pułtusk – Wyszków. Etap 120 kilometrowy. Trudny, bo na drodze było dużo TIRÓW i … niemożliwy do zniesienia upał. Pierwszy raz w życiu widziałem i przekraczałem rzeki: Narew i Bug.

Dzień piąty – czwartek

Wyszków – Węgrów. Etap 50 kilometrowy. Zatrzymałem się w ładnie położonym Hotelu-Campingu „Nad Liwcem”. Po krótkim odpoczynku wybrałem się do miasta. W centrum – Bazylika Mniejsza, Dom Gdański … Odwiedziłem również Michała Kurca ( artysta fotografik, animator kultury w Węgrowie ). Doszło tu również do spotkania z dziennikarzem „Gazety Węgrowskiej” ( rozmowa ).

Dzień szósty – piątek

Węgrów – Sokołów Podlaski – Sabnie – Zembrów – Zuzela – Małkinia ( rowerem ); Małkinia – Suwałki ( pociągiem ); Suwałki – Stary Folwark ( rowerem ). Etap rowerowy liczył w sumie 90 kilometrów. Tego dnia odwiedziłem Sabnie, nie ma już tam dworu. Miejscowa ludność umieściła w centralnym punkcie wsi figurkę Jezusa Chrystusa na kamiennym obelisku – podobno jedyną pozostałość po majątku Sabnie. Ustawiono tam także duży kamień-pomnik ( ma być jeszcze wmurowana tablica pamięci Heleny Mniszek ). Byłem także w Zembrowie. Po raz drugi przekroczyłem Bug – w okolicy Nadbużański Park Krajobrazowy. Później przejechałem przez Zuzelę, rodzinną wioskę kardynała Stefana Wyszyńskiego. A w Małkini wsiadłem w pociąg do Suwałk. Wieczorem dotarłem nad jezioro Wigry.

Dzień siódmy – sobota

W tym dniu miałem przerwę w wędrówce rowerowej. Tylko kilkukilometrowy spacer nad jeziorem. Urządziłem sobie mini-plener fotograficzny w Klasztorze Kamedułów ( obecnie ośrodek wypoczynkowy ). Poniżej fotografie…

Dzień ósmy – niedziela

Stary Folwark – Suwałki – Olecko ( rowerem ); Ełk – Elbląg ( pociągiem). Etap rowerowy liczył 82 kilometry. Przejazd przez ładne tereny Suwalszczyzny, po drodze jeziora, lasy … Zwiedziłem Suwałki – miasto Marii Konopnickiej.

Dzień dziewiąty – poniedziałek

Elbląg – Nowy Dwór Gdański – Stegna. Etap 36 kilometrowy. Lało jak z cebra. Jechałem cały czas pod peleryną. Na szosie gdańskiej – duży ruch, bylem wielokrotnie ochlapywany strugami wody bryzgających z pod kół samochodów. W Stegnie znalazłem przyjemne kwatery; poza tym przestało padać. Nie żałowałem, że skróciłem etap. Popołudniowe spacery brzegiem morza …

Dzień dziesiąty – wtorek

Stegna – Gdańsk – Kartuzy – Chmielno. Etap 75 kilometrowy. Od Stegny do Gdańska znowu lało. W Mikoszewie miałem przeprawę promową przez Wisłę.

Kiedy zwiedzałem Gdańsk wypogodziło się nagle. Spacery po starówce, później, już w trakcie dalszej jazdy fotografowałem skutki powodzi i wodę na ulicach miasta.

Dalej deszcz do Kartuz. W Chmielnie znalazłem dobry nocleg. Wygodny pokój z łazienką i telewizorem za jedyne 25 złotych.

Dzień jedenasty – środa

Chmielno – Kościerzyna. 50 kilometrów. Jechałem widokową drogą nad jeziorami: Kłodno, Brodno Małe, Brodno Wielkie i Ostrzyckim. Góry. Nazwa „Szwajcaria Kaszubska” doskonale oddaje rzeczywistość. Cisza ( zupełny zanik ruchu samochodowego na podrzędnej szosie ), minimalna liczba turystów. Jechało się całkiem przyjemnie.

Po drodze – Wieżyca. Zostawiłem rower na parkingu i „zaliczyłem” wieżę widokową. Wspaniała leśna panorama z platformy spacerowej wieży. Po dotarciu do Kościerzyny wsiadłem w pociąg dojechałem nim do Tczewa. Tam spędziłem całe popołudnie. Spacerowałem nad Wisłą.
Trochę fotografowałem … Planowy odjazd pociągu do Jeleniej Góry: 22.07. Z powodu powodzi odjechałem dopiero o 2.30 ! ( pociąg spóźnił się prawie 5 godzin ).

Podziel się
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on Tumblr0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *